Halloween po polsku. A nie! Po angielsku:)

Halloween po polsku. A nie! Po angielsku:)

Dziś wszyscy piszą o polskich obyczajach zadusznych. Ewentualnie zasypują odbiorców zdjęciami i rysunkami dyń. U mnie nie zobaczycie żadnej dyni, ani w ogóle nic pomarańczowego. Przedstawiam mapkę strasznych miejscowości w Polsce z nazwami przetłumaczonymi na angielski. Zapraszam do zabawy w zgadywanie, jak nazywają się po polsku te wsie i miasteczka 🙂

Zapożyczenia w tłumaczeniach

Zapożyczenia w tłumaczeniach

W naszym języku, szczególnie w jego raportach wysokich, często pojawiają się zapożyczenia funkcjonujące w pisowni oryginalnej.

Wiele z nich pochodzi z języka angielskiego i tak mocno rozgościło się w naszej codzienności, że w nikim nie budzi zdziwienia. Weekend, image, jogging, baby sitter, casting, e-mail, dumping to tylko kilka przykładów z języka powszedniego.

Tłumacze języka angielskiego nie mają z nimi żadnych problemów, ale przy przekładzie na inne języki słowa te wymagają tłumaczenia, tak jak reszta teksu.

Język branżowy a zapożyczenia

Istnieją grupy zapożyczeń charakterystyczne dla danej branży i pochodzące głównie z jednego języka obcego. W muzyce spotykamy wiele terminów zaczerpniętych z włoskiego, jak intermezzo, concerto grosso, crescendo czy allegro. Wiele terminów kucharski pochodzi natomiast z francuskiego, np. anchois, founde czy garnie. Prawo kocha łacinę. Zapożyczenia te mają swoje historyczne uzasadnienie i dziś nie będziemy zajmować się zagadnieniem, czy czystość języka jest wartością wartą ochrony.

Lojalność tłumacza

Dziś zastanowimy się, co ma zrobić tłumacz pracujący nad przekładem tekstu, gdy napotka tego typu zapożyczenia.  Czy ma pozostać lojalnym wobec autora, który być może chciał pochwalić się erudycją, i przenieść wyrazy obcojęzyczne do tłumaczenia? A może powinien wykazać się raczej lojalnością z odbiorcą, który będąc czytelnikiem jego tekstu, być może powinien zostać bardziej uszanowany.

Oczywiście zagadnienie to nie jest ściśle etyczne. Rola tłumacza nie polega na okazywaniu sympatii autorowi ani odbiorcy. Rola tłumacza polega na … no właśnie, na czym. Na zadbaniu by autor i odbiorca się porozumieli. Ale przecież troska o porozumienie nie należy wyłącznie do tłumacza. Jeśli fizyk kwantowy wystąpi z prezentacją swoich badań naukowych na konwencji dla hodowców roślin strączkowych, to żaden tłumacz im nie pomoże!

Jak tłumaczyć zapożyczenia

Zajmijmy się jednak sytuacją częstszą, gdy tłumacz przekłada, powiedzmy wystąpienie polityka, na język obcy.  Wyobraźmy sobie, że jest to polityk elokwentny i kochający wyrażenia erudycyjne, a jego przemówienie pełne jest zapożyczeń z francuskiego z obszaru dyplomacji i stosunków międzynarodowych. Czy zachować je w tłumaczeniu w brzmieniu oryginału? Odpowiedź, jak to często bywa przy tego typu zagadnieniach, brzmi „to zależy”. Zależy od języka docelowego. Język angielski nie lubi się z francuskim, podobnie niemiecki. Nieznajomość wyrażeń tableau, porte-parole, czy à rebours przez odbiorców wynikać będzie nie z faktu ich nieoczytania, po prostu stąd, że takie zapożyczenia w ich języku nie funkcjonują. Najlepiej to sprawdzać, a gdy to niemożliwe, tłumaczyć, a nie kopiować.

Ku przestrodze!

Słyszałam historię tłumacza języka niemieckiego, który uczestniczył w negocjacji umowy. Gdy w pewnym momencie strona polska zaproponowała ponowne przejrzenie zapisów, tym razem a tergo (od końca), Niemcy wpadli w konsternację. Podobno w języku niemieckim ten termin funkcjonuje wyłącznie w obszarze seksualności i oznacza stosunek od tyłu!!! To się nazywa ups 🙂

Tłumaczymy ze SmartCAT

Tłumaczymy ze SmartCAT

Współpraca ze SmartCAT

Dziś nie można już mówić o wysokiej jakości tłumaczeniach bez narzędzi CAT (CAT = computer aided translation). Dlatego też od samego początku działalności tłumaczeniowej Proconsensus nasze projekty realizowane są przy wsparciu programu SmartCAT. Z tym większą dumą i przyjemnością informujemy o nawiązaniu współpracy z deweloperem systemu.

Korzyści dla klientów

Dla naszych klientów oznacza to KRÓTSZE TERMINY, WYŻSZĄ JAKOŚĆ, WIĘKSZĄ KONTROLĘ i MNIEJ PYTAŃ. Nasi klienci mogą być spokojni, bo to my zajmujemy się stroną techniczną.

  • sprawujemy pełną kontrolę nad procesem tłumaczenia, weryfikacji i korekty każdego projektu
  • budujemy i przechowujemy glosariusze terminów specyficznych dla klienta i dla branży
  • zapewniamy spójną terminologię we wszystkich projektach
  • monitorujemy pracę całego zespołu projektowego
  • dajemy zespołowi narzędzie do komunikacji i wymiany informacji

Korzyści dla tłumaczy

Tłumacze często nie wiedzą, który program CAT wybrać. Zazwyczaj te najpopularniejsze są bardzo drogie, natomiast darmowe rozwiązania mają ograniczone funkcje lub nie gwarantują należytej poufności. Dzięki SmartCat nasi tłumacze zyskują:

  • zupełnie bezpłatne narzędzie wspomagające pracę tłumacza
  • dostęp do OCR i najlepszych silników MT
  • wygodne miejsce do przechowywania pamięci
  • bezpieczny system rozliczeń

Napisz do mnie, jeśli chcesz dowiedzieć się w trzech zdaniach, jak Proconsensus i SmartCat mogą pomóc Ci dotrzeć do nowych klientów.

Czy tłumaczenie ma być wierne?

Czy tłumaczenie ma być wierne?

Tłumaczenia są jak kobiety, albo piękne, albo wierne. Zabawne, doprawdy. I prawdziwe, gdy mowa o tłumaczeniu poezji.

Zajmuję się tłumaczeniami biznesowymi, więc będę poruszać się w tym obszarze, a tu z wiernością jest trochę inaczej. Jedna ze współczesnych teorii tłumaczenia mówi, że tłumaczenie polega na tworzeniu naśladowczej oferty informacyjnej. Innymi słowy, na tworzeniu nowego tekstu dla nowego adresata. W tym ujęciu oryginał jest mniej ważny, a na pierwsze miejsce wysuwa się nowy odbiorca i funkcje, jakie ma pełnić dla niego tekst po przetłumaczeniu. Tłumaczenie więc zachodzi nie tylko w warstwie językowej, ale także w szerszej, transkulturowej.

Szczególnym przejawem kultury jest język prawa i język prawniczy, służy on bowiem do precyzyjnego opisania rzeczywistości i relacji. Precyzja jego tłumaczenia ma więc kluczowe znaczenie.

Wierność tłumaczenia

SKALA WIERNOŚCI

Dosłowność ————————————————————————————————-> Swoboda

Spektrum wierności tłumaczenia rozciąga się od tłumaczenia słowo w słowo do parafrazy, lokalizacji a nawet streszczenia. Wbrew pozorom streszczenie jako forma tłumaczenia pojawia się dość często przy pracach naukowych, a także przy przekładzie ustnym na żywo dłuższych wypowiedzi np. w wywiadzie radiowym.

Z dosłownością spotykamy się w automatycznych aplikacjach tłumaczeniowych. Dosłowność zakłada przełożenie słowa po słowie z zachowaniem liczby i kolejności słów, z pominięciem zasad poprawności języka docelowego. W pracy tłumacz również stosuje dosłowność, choć zapewne nieczęsto. Mnie zdarza się w ten sposób tłumaczyć np. krótkie teksty typu mail, gdzie każde słowo może kryć intencję nadawcy. Oczywiście po tłumaczeniu dosłownym pojawia się moja propozycja, w której zachowuję poprawność gramatyczną. Na pewno wielu czytelników w ten sposób tłumaczy np. dowcipy oparte na grze słów.

Pomińmy skrajności i zobaczmy, jakie opcje nam zostają i którą w zasadzie należy wybrać. Czy kierować się zasadą ekwiwalencji czy adekwatności? Można postawić pytanie, czy tłumaczenie ma być bliżej autora tekstu w języku źródłowym czy odbiorcy tekstu w języku docelowym?

Wierność na różnych poziomach

Tekst, będący uporządkowanym zbiorem wypowiedzi, rozpatrywać można na kilku poziomach: graficznym, składniowcym, leksykalnym, w tym terminologicznym, stylistycznym oraz informacyjnym. Przyjrzyjmy się kolejno tym poziomom.

Poziom graficzny, a więc układu tekstu, co do zasady jest bliski oryginałowi. Kluczowe jest tu „co do zasady”. Układ graficzny może mieć kluczowe znaczenie dla informacji zawartej w tekście, a może też byż zupełnie nieistotny. Ponadto, współcześni tłumacze pracują często na tekście ekstrachowanym z dokumentu źródłowego, a więc pozbawionym jakiegokolwiek elementu graficznego. Z drugiej strony, większość edytorów tekstu pozwala na wierne odtworzenie układu graficznego nawet najbardziej skomplikowanego wizualnie dokumentu.

Na poziomie składniowym tłumacz staje zdecydowanie po stronie języka docelowego. Tekst po przetłumaczeniu ma być poprawny i brzmieć naturalnie.

W warstwie leksykalnej znów pojawia się względność. Jeśli chodzi o słowa języka ogólnego, to stosować należy normy języka docelowego. Natomiast na poziomie terminologicznym należy zachować specyfikę języka źródłowego, co jest szczególnie ważne przy tłumaczeniach biznesowych i prawniczych, gdzie istota komunikatu tkwi w precyzyjnym oddaniu relacji lub sytuacji prawnej.

Jeśli chodzi o stylistykę, ponownie kierujemy się ku językowi docelowemu. Stylistycznie tekst ma być nienaganny, a dodatkowo dostosowany do subjęzyka oraz rodzaju dokumentu.

Na sam koniec przyjrzyjmy się warstwie informacyjnej. Sprawa jest złożona i znów to, czy tłumacz pozostanie przy oryginale, czy od niego odejdzie i jak daleko, zależy od funkcji, jaką dokument i zawarte w nim informacje mają pełnić. Przy tekstach typowo prawnych i prawniczych należy pozostać bliżej kultury i języka źródłowego. Natomiast przy tekstach marketingowych, ofertowych, sprzedażowych, zwracamy się ku kulturze odbiorcy.

Jak być tłumaczem i nie zwariować

Jak być tłumaczem i nie zwariować

Dziś jest Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Powód jest ważny, bo aż co 10 dorosły Polak cierpi na depresję. Dane są szacunkowe, bo chodzenie do psychoterapeuty i psychiatry to wciąż temat wstydliwy. Mimo wciąż poprawiającego się komfortu życia, poziom stresu rośnie. Choć trudno w to uwierzyć, to podobno 200 lat temu chłop pańszyźniany żyjący pod zaborem był mniej zestresowany niż dzisiejszy korpo-człowiek. Dokąd zmierzasz, świecie!

Jak w tej galopującej rzeczywistości odnajduje się tłumacz-freelancer/mała agencja?

Tłumacz też człowiek i to człowiek ambitny, a więc zestresowany.

Chce się uczyć i rozwijać, chce uszczęśliwiać swoich klientów i zdobywać nowych. Ciągle uczy się nowych technologii i z drżeniem serca czeka, aż pojawi się komputer prawdziwie tłumaczący  i go zastąpi. Zalewa go fala informacji o sukcesach konkurencji, a stąd już tylko krok do niskiej samooceny i depresji.

Jak każdy mały przedsiębiorca, jest człowiekiem-orkiestrą: księgowym, webdeveloperem, headhunterem i handlowcem. Odbiera pisma z ZUSu, USu i walczy, żeby płacić rachunki na czas.

Większość czasu spędza sam na sam z komputerem i ma mało kontaktów z żywym człowiekiem. Czasem gada do swojego psa, jeśli go ma.

Jak tu nie zwariować?

Nie ma wyjścia, trzeba robić sobie przerwy. Codzienne na czas z najbliższymi, książkę i sport. Regularne z dala od komputera.

Trochę medytuję, trochę biegam, jak tylko mogę, idę do lasu. Korzystam z okazji do wyjazdów. Mam ogródek i bawię się w rękodzieło.

Tracę wtedy pieniądze, zyskuję zdrowie.

Zawsze trzeba znajdować czas, by naostrzyć narzędzia.

 

Ab ovo – definicja tłumaczenia w ujęciu historycznym

Ab ovo – definicja tłumaczenia w ujęciu historycznym

Mozaika z El Djem, Tunezja – tłumaczenie przysłów

Jak często zastanawiamy się na sensem własnej pracy?
Myślę, że w ostatnich latach, na szczęście coraz częściej.
Ja lubię sobie robić takie zawodowe rozkminy egzystencjalne. Ostatnio wróciłam do szkoły, więc zainteresowałam się metodologią poznawania tematu, która od wieków (a przynajmniej od trzech reform edukacji) sprawia, że temat lekcji pierwszej brzmi Definicja.

Tłumaczenie w ubiegłej erze

Tłumaczenia są stare jak komunikacja międzyludzka.
Już milion lat temu pewien zmarznięty człekoształtny podszedł do wygrzanego w ogniu człokoształtnego i pomagając sobie rękami i stopami pytał „Ty dać światło?”.
Potem długo nic doniosłego nie działo się na polu translatoryki. Aż wreszcie narodził się Cyceron, który mówił, że tłumacząc (traducere) przeprowadzamy słuchacza z jednego miejsca w drugie. Miało to wiele sensu, bo starożytni Rzymianie ciągle się przeprowadzali, w końcu mieli do skolonizowania naprawdę potężny kawał świata. Pracy dla tłumaczy było sporo, bo w Cesarstwie mówiono kilkudziesięcioma językami. Ponadto Rzymianie leczyli swoje kompleksy, ucząc się Greki – języka największych naukowców i myślicieli tamtych czasów.

Tłumaczenie w ubiegłych epokach

W wiekach średnich, nie bez powodu nazywanych ciemnymi, w zasadzie tłumaczono tylko pisma święte i to wyłącznie na łacinę. Tu pewną ciekawostkę wprowadził święty Hieronim, uważany za patrona tłumaczy. Stwierdził mianowicie, że słowo boże tłumaczyć należy możliwie najwierniej, najlepiej zachowując, oprócz sensu, również melodię, rytm i liczbę słów (deal with this, MT!).

Średniowiecze szczęśliwie zakończyło się i oby nigdy nie wróciło. W erze wielkich odkryć i wypraw, rozwoju handlu na niespotykaną skalę znów osoby dwu i więcej języczne miały zajęcie. Ale do samej operacji przekładu podchodzono bezrefleksyjnie. Chodziło o proste zastąpienie pewnego sformułowania w jednym języku jego ekwiwalentem w drugim. Tłumaczenie polegało na prostej substytucji. Tu Google Translate byłby jak znalazł. W sumie chodziło o to, by sprzedać lub kupić i zarobić. Jeśli przy okazji wybuchły jakieś nieporozumienia, potyczki czy wojenki, to trudno, i tak planowaliśmy was podbić!

Historia najnowsza

W sumie dopiero w ubiegłym wieku, gdy świat, a przynajmniej znaczna jego część zaczęła efektywnie dążyć do globalnego pokoju, zrozumiano jak ważne jest dogłębne porozumienie się ponad podziałami językowymi. Wraz z tworzeniem się wielkich organizacji międzynarodowych powstał zawód tłumacza, który powoli zyskiwał pewien status, no może statusik. Niektórzy lingwiści zaczęli rozbierać operację przekładu na części pierwsze i zastanawiać, o co w zasadzie chodzi.
Prosta substytucja, czyli ekwiwalencja słów, a nawet materiału tekstowego w jednym języku materiałem tekstowym w drugim, nie spełnia swojego zadania, gdy w grę wchodzi porozumienie na poziomie wartości. Zaczęto dostrzegać pragmatyczną stronę tłumaczenia, czyli spoglądać w stronę odbiorcy tłumaczenia. Czy u niego, to co słyszy/czyta w języku docelowym wywołuje takie same lub zbliżone skojarzenia jakie wywoływało w języku źródłowym? Jak to sprawdzić?

Definicja obecna

Z tych rozważań powstała klasyczna definicja mówiąca, że tłumaczenie polega na odtworzeniu w języku docelowym możliwie najdokładniejszego komunikatu (message).
Tę wciąż obowiązującą definicję uzupełnia się o kolejne elementy. Mianowicie komunikat ten ma być jak najdokładniejszy pod względem treści, formy, formatu, stylu i oddziaływania. Więc w zasadzie chodzi o stworzenie naśladowczej oferty informacyjnej osadzonej w języku i kulturze odbiorcy.

Im bardziej zwracamy się w stronę odbiorcy, tym dalej jesteśmy od autora. Czy to jest ok?

Obrazek pochodzi z Wikipedii https://en.wikipedia.org/wiki/Languages_of_the_Roman_Empire

 

Tłumaczenia latem

Tłumaczenia latem

Każda branża zazwyczaj przejawia jakąś sezonowość i ma swój cykl życia. A jak jest na rynku tłumaczeń?

Kiedy jest sezon ogórkowy w tłumaczeniach?

Znaczna część Europy Zachodniej tradycyjnie już wyjeżdża na urlop w sierpniu, a największe zakłady produkcyjne są zupełnie zamykane. Czy to oznacza, że ustaje wtedy zapotrzebowanie na usługi tłumaczeniowe w biznesie? Otóż nie. Sprytni project managerowie wypychają teksty do tłumaczenia tuż przed swoim urlopem, a więc zleceń w sierpniu nie brakuje. Mniej pracy tłumacze mogą odnotować we wrześniu, zanim ruszą nowe projekty.

Agencje translatorskie pracują pełną parą

Najwięksi gracze na rynku tłumaczeń nie zamykają swoich podwojów na lato, a wręcz głośno i wyraźnie informują klientów i otoczenie, że można się do nich zwracać z tłumaczeniami i oczekiwać ich realizacji w normalnym trybie. Niektórzy tłumacze oczywiście jadą na urlopy. Ale to nieliczna garstka tych, którzy na wakacje zarobili 🙂 Trudniej o tłumacza przed nowym rokiem niż w okresie letnim.

A jak to wygląda w Proconsensus Tłumaczenia?

U nas już po urlopie i pracujemy normalnym trybem. Odkąd pracuję na swoim, prawdziwych wolnych i tak nie mam. Plażuję z telefonem w zasięgu słuchu, a gdy pojawia się potrzeba, w ciągu kilkunastu minut siedzę przy uruchomionym laptopie. Ale przecież ja #kochamtłumaczyć, więc to sama radość.

PS Obiecałam wpis o jakości obsługi klienta. Pamiętam i pracuję nad nim koncepcyjnie!

Rynek tłumaczeń, czyli jak się sprawy mają.

Rynek tłumaczeń, czyli jak się sprawy mają.

Każdy chciałby pracować w dziedzinie wyznaczającej nowe trendy i kierunki, bo każdy chce rządzić. Niestety robiąc tłumaczenia, skazujemy się na zupełnie inną rolę. Tłumaczenia nie kreują rzeczywistości, tylko ją obsługują. Za to jak!

Rynek tłumaczeń jest elastyczny.

Bywając na różnych forach i imprezach skupiających tłumaczy i biura tłumaczeń, obserwuję z radością, w jakim błyskawicznym tempie rynek tłumaczeń dopasowuje się do rzeczywistości. Tłumacze sprytnie znajdują dla siebie miejsce w szybko zmieniającym się świecie. Gdy parę lat temu zaczęto mówić o tłumaczeniu maszynowym (automatycznie wykonywanym przez program komputerowy), wieszczono koniec zawodu tłumacza. Podobnie do punktów repasacji pończoch, tłumacze mieli zniknąć z powierzchni ziemi. Tymczasem język to nie pończocha, jest bardziej skomplikowaną tkaniną. Okazuje się, że bez tłumacza-człowieka otrzymujemy koszmarki tego typu:

Rynek tłumaczeń jest silny

Z tej tragedii tłumacz, a z nim cały rynek tłumaczeń,  odrodził się, jak feniks z popiołów, z nowymi skillami: postedycją (czyli poprawianiem po komputerze), tworzeniem pamięci tłumaczeniowych, tworzeniem glosariuszy, a niektórzy nawet zmonetyzowali swój wcześniejszy dorobek, sprzedając go na karmę dla silników tłumaczących. O legalności takiego procederu pogadamy innym razem.
Co więcej, pojawienie się na rynku tłumaczeń automatycznych robotów tłumaczących typu Google Translate zgrało się w czasie z absolutną erupcją dodawanych do Internetu treści, z których większość wymaga tłumaczenia i to przez człowieka! Tak więc rynek tłumaczeń ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze, bo świat się zmienia, do Internetu dodawane są wciąż nowe i nowe treści, a ich autorzy pragną dotrzeć do absolutnie wszystkich mieszkańców naszej globalnej wioski, więc tłumaczą na potęgę.

Rynek tłumaczeń się rozwija

Tworzone są więc nowe usługi: tłumaczenie słów kluczowych, tłumaczenie tekstów z uwzględnieniem SEO, tłumaczenie materiałów audiowizualnych, tłumaczenie napisów, transkrypcja nagrań.
Stare dobre usługi, jak tłumaczenie, tłumaczenie przysięgłe, tłumaczenia ustne, lokalizacja, testowanie oprogramowania w obcych językach też mają się dobrze, a od strony tłumacza nawet lepiej, dzięki przyjaznym i prostym w użyciu narzędziom.
A więc wracam do pracy, życząc Państwu przyjemnego dnia!